(Źródło: Piotr Karaś, Lekcja dawania, Chrześcijanin nr 11-12/2007)
W działalności naszych chrześcijańskich organizacji charytatywnych wciąż jeszcze, niestety, musimy w dużej mierze podpierać się finansami gromadzonymi z zewnątrz. Ubiegamy się ciągle o fundusze unijne, subwencje państwowe, ale wciąż z mizernym skutkiem. Nawet gdybyśmy je zdobyli, nie możemy się od nich uzależnić. Już dziś dochodzą nas głosy o zamykaniu albo ograniczaniu działalności chrześcijańskich ośrodków dla osób uzależnionych w Europie, po tym jak instytucje publiczne odmówiły im wsparcia finansowego. Dlaczego? Bo głosi się w nich Jezusa. A przecież to właśnie - a nie sama nazwa - sprawia, że są chrześcijańskie!
W takiej sytuacji potrzebujemy siebie nawzajem. Krąg wierzących wspierających działalność chrześcijańskich organizacji może zadecydować o przyszłości naszych programów. W Polsce wciąż jeszcze uczymy się dawania. Może się wydawać, że skoro nie jesteśmy zamożni, jesteśmy zwolnieni z tego obowiązku. Tymczasem ważna jest każda złotówka przekazywana regularnie na działalność wybranej przez nas placówki. Wiele w tym względzie możemy się nauczyć od naszych zagranicznych braci.








